„Nie ma kanapek, nie ma lekarstw, nie ma dzieciństwa”, czyli terapia 21. wieku (z AI w roli terapeuty)

Pomysły na wykorzystanie sztucznej inteligencji i specjalnie skonstruowanych botów do celów terapeutycznych znane są już od ponad 50 lat. Wraz z rozwojem dziedziny boty te stają się coraz doskonalsze, choć czasem wciąż wprawiają nas w zdumienie…

Aktualnie, tematyką tą zajął się też sam Andrew Ng, czyli jeden z czołowych naukowców pracujących nad sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym (wcześniej zatrudniony przez Google, Baidu, Uniwersytet Stanforda).

Projekt w który zaangażował się Ng to:
woebot.io

Terapeut(k)a na stronie wita nas uprzejmie po angielsku:

„I’m ready to listen, 24/7. No couches, no meds, no childhood stuff. Just strategies to improve your mood. And the occasional dorky joke.”

Brzmi sensownie. Dla osób, które jednak nie znają angielskiego, przytoczę ten sam tekst w tłumaczeniu Google’a – innego systemu opartego na uczeniu maszynowym (w końcu to 21. wiek) na polski:

“Jestem gotowa słuchać, 24/7. Nie ma kanapek, nie ma lekarstw, nie ma dzieciństwa. Tylko strategie poprawiające nastrój. I od czasu do czasu dorky żart.”

I zaprasza do konwersacji przez Messengera.

Jeżeli wykorzystywać tłumacza Google’a, to dorky żartów może być więcej niż Woebot (który najwyraźniej w polskiej wersji językowej jest kobietą, czyżby kobiety lepiej słuchały lub częściej rozmawiały o emocjach) zaplanuje, tylko szkoda, że nie będzie tych kanapek i dzieciństwa.

Tak więc, jeżeli ktoś nie czuje się zrelaksowany, to może skorzystać z usług wirtualnego terapeuty i zobaczyć czy to pomoże. W angielskiej wersji językowej zapewne będzie nudniej, więc jeżeli ktoś faktycznie potrzebuje poprawy nastroju, to polecam współpracę podczas sesji z tłumaczem Google’a.

Jeśli się uda, super, a jeśli nie, to zawsze można skorzystać z tego tradycyjnego sposobu, czyli faktycznego spotkania się z drugim człowiekiem – terapeutą.